[Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

101st Airborne Division

Moderatorzy: Maciek, Milosz

Awatar użytkownika
Milosz
Private First Class | Pathfinder
Private First Class | Pathfinder
Posty: 198
Rejestracja: 29 sie 2016, o 12:02
Lokalizacja: Białostocki Brooklyn
Kontaktowanie:

[Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

Post autor: Milosz » 29 lip 2018, o 17:08

Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”, baza RAF North Witham, godziny wieczorne 5 Czerwca 1944, chwilę
przed wykonaniem pamiątkowego zdjęcia na tle samolotu.

Opisując sylwetkę chciałbym przedstawić pokrótce historię pathfinderów.

Już po pierwszej amerykańskiej operacji powietrznodesantowej (Villian – 8 Listopada 1942) dowództwo 2/509th PIR w osobach
Edson Duncan Raff (Dowódca Batalionu) William Pelham Yarborough ( Niezależny obserwator dołączony do jednostki przez
Generała Marka Clark’a, często obejmujący duże grupy bojowe wydzielone z jednostki, w owym czasie uważany za najbardziej
doświadczonego i kompetentnego planistę operacji powietrznodesantowych) oraz Doyle Yardley (zastępca dowódcy/oficer wykonawczy)
dostrzegli potrzebę znalezienia sposobu na precyzyjne nakierowanie samolotów do Stefy zrzutu. Historia oddziałów specjalnie szkolonych
do oznaczania „DZ” zaczyna się w Marcu 1943. Kiedy 2/509th PIR po dwóch skokach bojowych, niemal samobójczym świątecznym rajdzie
na most kolejowy w stylu „ Johna Rambo” oraz dość długim okresie operowania w ramach „Tunisian Task Force” został przeniesiony do
Oujdy i uzupełniony o nowo przybyłych do jednostki spadochroniarzy. Zdecydowano wtedy, że zamiast zasilić istniejące kompanie,
żołnierze utworzą nową – „Casual Rifle Company” , później przemianowaną na „ Scout Company”. Dowództwo nad pododdziałem objął
legendarny Charles „Chuck” Howland. W Maju 1943 przeprowadzono pierwsze ćwiczenia z wykorzystaniem sprzętu elektrotechnicznego – Lamp „Aldis”, latarek elektrycznych oraz flar oraz urządzeń komunikacji radiowej. Z miejsca odrzucono latarki i flary a zadecydowano o tym,
że kluczowym w naprowadzaniu maszyn jest komunikacja radiowa. W tym celu testowano wiele urządzeń radiolokacyjnych.
Wybiły się dwie konstrukcje – Brytyjskie „5-G „ oraz legendarna już dzisiaj konstrukcja brytyjskiego przedsiębiorstwa TRE – PPN/1A „Eureka”

Inwazja na Sycylię w Lipcu 1943, mimo tego że w skutkach skuteczna, udowodniła że użycie pathfinderów jest w wypadku operacji powietrznodesantowych (zwłaszcza nocnych) niezbędne

W sierpniu 1943, Pułkownik James M. Gavin we współpracy z dowództwem 504th PIR oraz dywizji założył pierwszą w historii „Pathfinder School”. Mieściła się ona w Comisco na Sycylii. Jej kadrę stanowili brytyjscy specjaliści (jeden oficer i jeden podoficer prowadzący szkolenia) od urządzeń radiolokacyjnych 5-G oraz PPN/1A. Do szkolenia wybierano po kilka osób, a trening w zakresie obsługi „Eureki” trwał 5 dni.

Pierwszą operacją pathfinderów był zrzut 504th PIR w ramach operacji Avalanche. Kilkuosobowy oddział pathfinderów wylądował
w nocy nieopodal Paestum, gdzie 25 minut przed przylotem głównych sił inwazyjnych ustawił Eurekę oraz przy pomocy obecnych
już żołnierzy piechoty rozpalono beczki z benzyną i ustawiono z nich krzyż ( Oil Drum Drop ). Następnego dnia do akcji wkroczyły
drużyny z 505th PIR ( dowodzona przez porucznika Alberta V. Konar’a - operatora Eureki, Nadzorowana przez ppłk.
Charlesa Billingsea – dowódcę pathfinderów oraz dowódcę jednostki – Jamesa Gavina) oraz 509th PIR dowodzona przez porucznika
Feda Perry’ego. Żołnierze z 505th powtórzyli akcję ekipy z 504th, 509th PIR spotkał się jednak z większymi problemami. Warto zauważyć,
że ze względu na brak możliwości odebrania sygnału nadajnika RT-44/PPN-1A z Eureki przez samoloty 64 TCG żołnierze Perry’ego oraz
\Rouse’a musieli użyć gorszego, odrzuconego na rzecz PPN/1A nadajnika 5G oraz lamp „Aldis”. Samolot niosący łącznie 11 żołnierzy
dostał się pod ogień podczas drogi pod Avellino, nie został jednak trafiony. Pahtfinderzy zostali zrzuceni około milę od planowanej „DZ”.
Niestety, górzysty teren oraz brak czasu nie pozwolił im na przemieszczenie się oraz skutecznie zagłuszał sygnał radiowy a także światło lamp.
W konsekwencji jedynie 10 samolotów odnalazło zorganizowane zrzutowisko. Zrzut „Geronimo” zakończył się katastrofą…

Kolejną operacją powietrznodesantową wymagającą użycia udoskonalonej doktryny pathfinderów była operacja Neptune, część operacji Overlord – Inwazji na Normandię.

W Grudniu 1944 roku wyrzucony z kompanii „Item” 502nd Parachute Infantry Regiment kapitan Frank Lewis Lillyman, niepokorny,
porywczy oficer z Nowego Jorku otrzymał zadanie sformowania jednostki pathfinderów 101 Dywizji Powietrznodesantowej. Pododdziały
jednostki miały za zadanie oddelegować do elitarnej grupy Lillymana najlepszych w zakresie obsługi urządzeń technicznych, orientacji
w terenie i sprawności fizycznej żołnierzy. Niestety, dowódcy kompanii wykorzystali ten nakaz jako sposób do usunięcia z szeregów
swoich oddziałów żołnierzy sprawiających kłopoty. Po kilku dniach, dowódca jednostki złożył raport Generałowi Williamowi C. Lee,
w którym zawiadomił, że jego ludzie to „Banda imbecyli i nieudaczników”. Jednostkę rozwiązano, a następnie zorganizowano ochotniczy nabór. Wybrani z ochotników utworzyli oddziały pathfinderów dywizji. Zostali oni przeniesieni na zamknięte lotnisko w North Witham,
gdzie od marca 1943 trenowali u boku żołnierzy z 82nd Airborne.

Spadochroniarze w bazie RAF North Witham mogli cieszyć się piwem, stekami i luzem na jaki nie mogli liczyć ich koledzy pozostający
w zgrupowaniach pułków. Byli jednak trzymani pod ścisłą kontrolą, nie mogli liczyć na przepustki i obowiązywała ich tajemnica wojskowa.

Pathfinderzy ćwiczyli ciężko aż do 4 Czerwca wykonując nawet kilka skoków dziennie ! Umiejętności obsługi sprzętu opanowali do perfekcji.
Do drużyn dołączono 8 osobowe oddziały ochrony. Obstawa składała się z jednego oficera w stopniu 1st Lt. oraz 7 szeregowych i podoficerów.
W przypadku drużyn 13-18, 3 osoby z drużyny zabezpieczenia stanowili żołnierze 504th PIR.

Wielki moment nadszedł o godzinie 21:54, 5 czerwca 1944

Wtedy to samolot o numerze bocznym 293098 pilotowany przez podpułkownika Joela Crouch’a z drużyną nr 1, Pathfinder Team A – Base Stick 502nd
PIR pod dowództwem Franka Lillymana oderwał się od płyty lotniska i wyruszył w stronę Normandii.

Zadaniem „Pathfinder Team E” złożonej z drużyny 19 (502nd PIR, dowodzonej przez 1st.Lt. Driver’a) oraz 20 (377 PFAB i 307 AEB)
dowodzonej przez 1st.Lt. Hensley’a) było lądowanie w DZ „C” oraz oznaczenie LZ „E” – Strefy lądowania szybowców 101st Airborne.

Samoloty serialu 6A , pilotowane przez pilotów Quisenberry’ego ( 19) oraz Egan’a (20) wystartowały z lotniska w North Witham kilka
minut po godzinie 22. Planowany czas zrzutu - 0027HRS.
Spóźnili się jedynie dwie minuty. Obydwa samoloty zrzuciły spadochroniarzy w tym samym miejscu. Porucznik Driver zebrał całą drużynę
w mniej niż 10 minut, ale operator Eureki – T/5 Richard Lisk złamał nogę przy lądowaniu. Porucznik Hensley nie odnalazł 5 żołnierzy ze
swojej grupy. Do godziny 3:30 drużyny przemieściły się do strefy lądowania i ustawiły sprzęt według instrukcji organizacji strefy lądowania.
O 3:50 uruchomiono Eureki. W ciągu niecałych 10 minut samoloty odebrały sygnał. Niestety, podczas akcji lampy drużyny 19 zostały zniszczone
przez lądujący szybowiec. Sprzęt drużyny 20 włączony był do godziny 4:45. Faktycznie pathfinderzy zakończyli pracę około godziny 8:00,
po ponad 2 godzinach kierowania nowo przybyłych żołnierzy oraz działania jako drużyna ratunkowa udzielająca pomocy rannym „Jeźdźcom szybowcowym”.

Obrazek
GRH "FIVE-O-DEUCE", 502nd PIR 101st Airborne
http://502-101airborne.pl


Miszoł + Maciek + Wojtyś = ❤ Najlepsi Przyjaciele Forever ❤

Obrazek

Grzegorz
Posty: 73
Rejestracja: 18 paź 2018, o 16:00
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: [Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

Post autor: Grzegorz » 23 paź 2018, o 12:53

Sylwetkę stworzyłeś rewelacyjną. Wielkie gratulacje. Też kiedyś kombinowałem, czy by nie rekonstruować pathfindera, ale ostatecznie zwyciężyło serce pilota szybowcowego, umiłowanie historii szybownictwa lat 30./40. XX w. i skończyło się na ukazywaniu sylwetek tego typu pilotów USAAF.

A co do historii US pathfinderów z II wojny…

Olbrzymia strata dla fanów historii, że gen. Gavin nie zechciał się rozpisać na ten temat w swojej książce „Wojna i pokój w erze przestrzeni międzyplanetarnej”. Na podsumowanie działań powietrznodesantowych na froncie włoskim napisał o narodzinach pathfindingu tylko dziewięć zdań. Za ojców ówczesnego pathfindingu uznał mjr. Johna Nortona z wojsk lądowych oraz oczywiście ppłk. Joela Croucha z USAAF, którego czasami określa się mianem legendy amerykańskiego lotnictwa transportowego i najlepszego amerykańskiego pilota tego rodzaju lotnictwa.

Jakieś 18-19 lat temu był w necie świetny tekst o tym, jak Crouch i Lillyman twardą ręką prowadzili szkołę pathfinderów. Niestety już nie ma tego tekstu, a mnie się on spalił w którymś z poprzednich komputerów. Wspomnę tylko „z głowy” parę spraw, gdyż korzystałem z tego tekstu przy pisaniu czegoś mojego o D-Day.

Otóż Crouch – jako dowódca szkoły pathfinderów IX TCC – postawił sprawę twardo i jasno. Albo piloci transportowi będą uczyli się pathfinderki razem ze spadochroniarzami-pathfinderami, albo nic z tego nie będzie. I rozkazał coś bardzo wartościowego. Oprócz tego, że piloci transportowi uczyli się swojej działki (Rebecci), a spadochroniarze swojej (Eureki) to jednocześnie:

• spadochroniarze w trakcie szkolenia musieli latać w samolotach transportowych i obserwować, jak działa Rebecca, ponieważ musieli czuć robotę swoich partnerów w powietrzu;

• i vice versa – piloci w trakcie wspólnego szkolenia musieli być na ziemi ze spadochroniarzami, aby oni też widzieli, jak ta współpraca wygląda od strony Eureki i też musieli wczuwać się w problemy spadochroniarzy, jako ich partnerów na ziemi.

Crouch stworzył idealny system, w którym każdy czuł pracę swojego partnera na drugim końcu systemu Eureka/Rebecca.
„Patriotyzm jest cnotą ziejących nienawiścią” - Oscar Wilde

Grzegorz
Posty: 73
Rejestracja: 18 paź 2018, o 16:00
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: [Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

Post autor: Grzegorz » 1 gru 2018, o 22:54

No to odetchnijmy nieco atmosferą tworzenia amerykańskich pathfinderów. Najpierw spójrzmy na to, jakie VIP-y amerykańskich sił zbrojnych interesowały się tym procesem twórczym.

Jak wspomina gen. Gavin pathfinderzy narodzili się na sycylijskim lotnisku Comiso w toku różnych przemyśleń, wniosków z nich płynących i ćwiczeń wojsk airborne. Gavin nie wdawał się jednak w szczegóły. Tak naprawdę pathfinderka narodziła się na dwóch lotniskach Sycylii – Comiso i Ponte Olivo. Ćwiczenia spadochroniarzy, pilotów lotnictwa transportowego (silnikowego i szybowcowego) oraz piechoty szybowcowej polegały na tym, że start do ćwiczeń odbywał się z lotniska Comiso, a lądowania miały być na lotnisku Ponte Olivo lub w jego najbliższej okolicy, żeby nie marnować ludzi i sprzętu w ewentualnych wypadkach. Czyli były to ćwiczenia dzienne, przy bardzo dobrej pogodzie i na płaskim terenie bez większej roślinności przeszkadzającej w lądowaniach.

Zacznijmy więc od VIP-ów w punkcie startu, czyli na lotnisku Comiso. Ćwiczenia, i wielkie nadzieje na novum w postaci pathfinderów, przygnały na lotnisko generalicję USAAF w postaci generałów: Carla A. Spaatza, Georgeꞌa H. Beverlyꞌego i Paula L. Williamsa (dowódca IX TCC). Ale zjawiła się też postać teoretycznie nie zainteresowana wojskami powietrznodesantowymi – gen. George S. Patton. Także i on chciał zobaczyć, co wyjdzie z nowej koncepcji użycia tego rodzaju wojsk. W takich luksusowych warunkach, w jakich te ćwiczenia się odbywały, nikt tak naprawdę nie mógł wiedzieć, co z tego wyjdzie w praktyce pola walki. Los jednak sprawił, że Patton przekonał się o tym, tyle tylko, że dopiero pod Bastogne, gdy IX TCC dokonało najbardziej precyzyjnych zrzutów zaopatrzenia w dotychczasowej historii, w tym dla jego kolumny pancerno-zmotoryzowanej.

Poniżej zdjęcia generałów na lotnisku Comiso.

Na pierwszym planie trzeci, czwarty, piąty i szósty od lewej to generałowie George S. Patton, Carl A. Spaatz, Paul L. Williams (dowódca IX TCC), George H. Beverly.
Obrazek

Od lewej generałowie Carl A. Spaatz i George S. Patton.
Obrazek

Z pilotami szybowcowymi rozmawiają generałowie George H. Beverly, George S. Patton i Carl A. Spaatz
Obrazek


C.d.n.
„Patriotyzm jest cnotą ziejących nienawiścią” - Oscar Wilde

Grzegorz
Posty: 73
Rejestracja: 18 paź 2018, o 16:00
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: [Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

Post autor: Grzegorz » 2 gru 2018, o 12:08

Przechodząc do samych ćwiczeń…

Najpierw zobaczmy, jak w ogóle to legendarne dla naszych zainteresowań lotnisko Comiso wyglądało w czasie tych równie legendarnych ćwiczeń z pathfinderami. Mamy tu Comiso z lotu ptaka.

Widok ogólny lotniska i przygotowania do startu na ćwiczenia.
Obrazek

Zdjęcie to samo, co powyżej, ale zbliżenie na czoło kolumny samolotów i szybowców. Widać, że część C-47 to samoloty dla spadochroniarzy, a inna część to holowniki szybowców.
Obrazek

Comiso, zdjęcie to samo, ale zbliżenie na tył kolumny sprzętu lotniczego. Również i tu wydaje się wyraźny podział na samoloty do desantu spadochroniarzy i holowniki szybowców.
Obrazek


C.d.n.
„Patriotyzm jest cnotą ziejących nienawiścią” - Oscar Wilde

Grzegorz
Posty: 73
Rejestracja: 18 paź 2018, o 16:00
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: [Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

Post autor: Grzegorz » 3 gru 2018, o 19:07

Starujemy z lotniska Comiso na ćwiczenia wojsk airborne, w tym pierwszych pathfinderów.

Na ćwiczenia te ściągnięto 12th Combat Camera Unit (głównie z powodu przyjazdu tylu generałów) i tej jednostce zawdzięczamy to, że w ogóle są jakiekolwiek zdjęcia z tych ćwiczeń. Ale z drugiej strony – bez przesady. Office of War Information do spółki z Office of Censorship zadbały, żeby za dużo nie pokazywać. Jeśli się mylę to chętnie zobaczę sprostowanie, ale chyba ani szkolenia pierwszych pathfinderów, ani ich ćwiczeń między Comiso a Ponte Olivo fotografować nie pozwolono ze względu na ochronę tajemnicy.

W zasadzie to i tak cud, że w ogóle są jakiekolwiek zdjęcia z tych ćwiczeń – chyba głównie dzięki zamiarowi robienia publicity generałom. Znam artykuł z amerykańskiej drugowojennej prasy lotniczej, gdzie dziennikarze uskarżają się na wojenną cenzurę i na fakt, że na sprawy wojsk powietrznodesantowych nałożono szczególne embargo informacyjne. Cieszmy się zatem, że w ogóle z omawianych ćwiczeń cokolwiek można zobaczyć.

Poniżej Comiso już nie z lotu ptaka przed ćwiczeniami, ale konkretny widok z ziemi. Rząd szybowców CG-4A czeka na holowanie. A fotograf z 12th Combat Camera Unit stoi na jeepie ze statywem do sprzętu fotograficznego lub filmowego.
Obrazek

Inne ujęcie przygotowań przedstartowych w Comiso.
Obrazek

No i w końcu startujemy na ćwiczenia.
Obrazek


Zdjęć załadunku spadochroniarzy do samolotów C-47 przed startem z Comiso nie znam. Jeśli ktoś zna i ma to zapraszam do wrzucenia tutaj.

C.d.n.
„Patriotyzm jest cnotą ziejących nienawiścią” - Oscar Wilde

Grzegorz
Posty: 73
Rejestracja: 18 paź 2018, o 16:00
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: [Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

Post autor: Grzegorz » 4 gru 2018, o 21:27

Nadal jesteśmy na pierwszych ćwiczeniach z pathfinderami i lecimy na lotnisko Ponte Olivo leżące 3 km na północ od miasteczka Gela znanego z działań 82. DPD w czasie alianckiej inwazji na Sycylię.

Dokumentalistów ze wspomnianej wcześniej 12th Combat Camera Unit rozlokowano na czas tych ćwiczeń na lotniskach Comiso (miejsce startu), Ponte Olivo (miejsce lądowania ćwiczebnego desantu) oraz na pokładzie co najmniej jednego szybowca transportowego CG-4A. Brak niestety zdjęć z pokładu choćby jednego C-47 ze spadochroniarzami, już nie mówiąc, że z pathfinderami. Ale może tak właśnie miało być i to nie przypadek – dwie wspomniane wcześniej instytucje cenzorskie zawsze czuwały, aby nie pokazać i nie powiedzieć za dużo o amerykańskim udziale w II wojnie.

Czy były to ćwiczenia trudne? Na pewno nie dla pilotów 52nd Troop Carrier Wing, które z ramienia USAAF te ćwiczenia realizowało. Nawigacja była w tym przypadku niezwykle łatwa. Nie dość, że był dzień i była bardzo dobra pogoda to na dodatek można było lecieć prawie bez mapy, tylko jak to się mawia w lotnictwie „po meblach”, czyli po punktach terenowych, albo wręcz bez żadnych punktów tylko wzdłuż zachodniego wybrzeża Sycylii. Po starcie z Comiso wystarczyło wziąć kurs 272° i zaraz wlatywało się nad miasteczko Vittoria, a znad niego przy takiej świetnej pogodzie powinno już było widać Morze Śródziemne. Gdyby było widać morze to wystarczyło mieć je w zasięgu wzroku po lewej stronie samolotu i czy się chciało, czy nie, to i tak dolatywało się do Geli i Ponte Olivo. A gdyby nad Vittorią jeszcze nie było widać morza to wystarczyło nadal trzymać kurs 272° i po kilku minutach doleciałoby się do wybrzeża. Żadna mapa nie była do tego potrzebna, tak więc dla pilotów były to żadne ćwiczenia.

Na podstawie tego wszystkiego wyraźnie widać, o co musiało chodzić w tych ćwiczeniach, bo dla pilotów to było jak latanie z zamkniętymi oczami, tak bardzo proste to wszystko było w tych warunkach świetlnych i pogodowych. Ćwiczenia te nie wymagały od pilotów żadnych przygotowań nawigacyjnych, żadnych obliczeń, żadnej szczególnej koncentracji. Tzw. uczeń-pilot doleciałby z Comiso do Geli i to po 10 amerykańskich Budweiserach. Musiało zatem chodzić o tylko jedną rzecz – czy wszyscy dobrze posłużą się Eurekami i Rebekami i czy (przy umownym zapomnieniu, że jest takie idealne światło i pogoda) C-47 trafią w lądowiska i zrzutowiska na Ponte Olivo kierując się wyłącznie sygnałami tych urządzeń, a nie doskonałą widocznością. Głowę dam, że piloci C-47 mieli zakaz (żeby to wszystko w ogóle miało sens) patrzenia na ziemię, gdzie desantować ludzi i zwalniać szybowce, a jedynie musieli słuchać Rebeki i zrzucać zgodnie z jej sygnałami.

Poniżej autentyczne zdjęcia 12th Combat Camera Unit z lotu z Comiso do Ponte Olivo. W tej fazie ćwiczeń jeszcze nie fotografowano samolotów ze spadochroniarzami, a tylko holowniki szybowców i szybowce.

Na tym tle trochę trudno to dostrzec, ale z Comiso do terenu ćwiczeń leci zespół holownik-szybowiec. CG-4A jest na środku zdjęcia, prawie na przecięciu przekątnych. Ogon holownika C-47 widać na prawej krawędzi zdjęcia. Miasteczko poniżej to prawdopodobnie Vittoria.
Obrazek

Holowanie desantu szybowcowego do Ponte Olivo.
Obrazek

Holowanie desantu szybowcowego do Ponte Olivo.
Obrazek

Jeden z fotografów 12th Combat Camera Unit był podczas lotu do Ponte Olivo na pokładzie szybowca CG-4A.
Obrazek


C.d.n.
„Patriotyzm jest cnotą ziejących nienawiścią” - Oscar Wilde

Grzegorz
Posty: 73
Rejestracja: 18 paź 2018, o 16:00
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: [Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

Post autor: Grzegorz » 5 gru 2018, o 13:16

Dolatujemy do Ponte Olivo.

Wspominana przez mnie wcześniej amerykańska cenzura była taka, że nie ma z tych ćwiczeń nawet wyraźnych zdjęć samolotów C-47. Z lewej strony przy kabinie pilotów musiały one przecież mieć (nie wszystkie, ale wybrane) anteny systemu Rebecca. W Comiso tego nie zobaczymy. Pierwsze, duże, wyraźne, szczegółowe, zdjęcia amerykańskich C-47 z Rebekami można zobaczyć dopiero w Indiach i Birmie w roku 1944. W 1943 w Comiso najwyraźniej nie chciano tego pokazywać.

Ponieważ jednak 12th Combat Camera Unit miała pozwolenie na ogólne fotografowanie efektów ćwiczeń, więc coś jednak z Ponte Olivo można zobaczyć.

Rejon lotniska Ponte Olivo i szybowiec CG-4A lecący już samodzielnie po zwolnieniu holu.
Obrazek

Czoło formacji z szybowcami i spadochroniarzami dolatuje do Ponte Olivo. CG-4A lecą już samodzielnie.
Obrazek

Większa część desantu dolatuje do Ponte Olivo. CG-4A szybują do lądowiska.
Obrazek

Skraj lotniska Ponte Olivo i podchodzące do lądowania dwa szybowce CG-4A.
Obrazek


C.d.n.
„Patriotyzm jest cnotą ziejących nienawiścią” - Oscar Wilde

Grzegorz
Posty: 73
Rejestracja: 18 paź 2018, o 16:00
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: [Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

Post autor: Grzegorz » 6 gru 2018, o 18:31

I wreszcie można dokonać ćwiczebnego desantu.

Lotnisko Ponte Olivo w całej okazałości. Z samolotów wysypują się spadochroniarze.
Obrazek

Desant nad Ponte Olivo widziany z samolotu.
Obrazek

Desant spadochronowy toczy się obok desantu szybowcowego.
Obrazek

Ponte Olivo – desant spadochronowy.
Obrazek

Ponte Olivo – desant spadochronowy.
Obrazek


C.d.n.
„Patriotyzm jest cnotą ziejących nienawiścią” - Oscar Wilde

Grzegorz
Posty: 73
Rejestracja: 18 paź 2018, o 16:00
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: [Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

Post autor: Grzegorz » 7 gru 2018, o 12:52

Finał ćwiczeń.

Spadochroniarzy zrzucono na obrzeżach lotniska Ponte Olivo, więc na terenie lotniska nie widać z lotu ptaka czasz spadochronowych. Ale szybowce lądowały już na lotnisku.

Poniżej: Duża część szybowców jest już zebrana i przyholowana po ćwiczeniach, niemniej ostatnie są jeszcze w trakcie lądowania, w tym jeden z pomocą spadochronu hamującego. Są to te dwa CG-4A skierowane przodem ku lewej stronie zdjęcia.
Obrazek

Ponte Olivo po ćwiczeniach.
Obrazek

Ponte Olivo po ćwiczeniach.
Obrazek


C.d.n.
„Patriotyzm jest cnotą ziejących nienawiścią” - Oscar Wilde

Grzegorz
Posty: 73
Rejestracja: 18 paź 2018, o 16:00
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: [Sylwetka] Operator nadajnika PPN/1A „Eureka” Pathfinder Team „E”

Post autor: Grzegorz » 8 gru 2018, o 20:59

Teraz zobaczmy to, czego USAAF (do spółki z cenzorami) nie mogły i nie chciały pokazywać w Comiso w 1943 roku.

Takiej grupie, jak Wasza, nie ma potrzeby pokazywać tego, czym była Eureka, ale spójrzmy przez chwilę na Rebeki w samolotach C-47, a przynajmniej na ich zewnętrzne atrybuty, czyli anteny z typoszeregu AN-148. Była to antena Yagi, czyli antena kierunkowa wynaleziona w międzywojniu przez japońskich naukowców Shintarō Udę i Hidetsugu Yagiego.

Obrazek

Przy takiej dostępności aparatów fotograficznych, jak miało to miejsce wśród żołnierzy ówczesnej US Army ktoś w końcu doszedł do wniosku, że nie ma co robić z Rebeki nadmiernej tajemnicy, albowiem personel USAAF prędzej lub później i tak w końcu prywatnie sfotografuje się przy którymś z samolotów z Rebeką i nikt nad tym i tak nie zapanuje. Poniżej jest zatem mieszanina zdjęć oficjalnych i prywatnych z późniejszego okresu wojny. Są to samoloty liderów formacji transportowych (czyli pathfinderów lotniczych) mających za zadanie naprowadzanie lecących za nimi innych samolotów transportowych nad zrzutowiska i lądowiska. Każdy samolot transportowy wyposażony w Rebekę miał dwa zestawy takich anten po obu stronach kabiny pilotów.

Poniżej – samoloty C-47 z antenami Rebeki z wczesnej produkcji.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Poniżej – samoloty C-47 z antenami Rebeki z późniejszej produkcji.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


C.d.n.
„Patriotyzm jest cnotą ziejących nienawiścią” - Oscar Wilde

Odpowiedz